Koniec świata...
Ano między 19 a 21 grudnia 2012 roku planety mają utworzyć się jedna za drugą w linii prostej tworząc tym samym przeciążenie układu słonecznego. Żadna planeta nie będzie po przeciwległej stronie, nastąpi przeciążenie układu (nikt tak naprawdę nie wie do końca co się stanie) i najprawdopodobniej wybuchną wulkany i wytworzy się fala o wysokości 2 km i zaleje większość lądów. Podobno część polski ma ocaleć więc to wcale nie musi być koniec świata, a początek czegoś nowego z wyeliminowaniem przez Ziemię większości szkodników.
Bo czym jesteśmy jak nie szkodnikami na niej - Ziemi? Bierzemy ile chcemy, spalamy zasoby naturalne niszcząc ją. Nie dajemy jej nic w zamian, nawet szacunku dla zieleni i istot bezbronnych - zwierząt. Nawet dajemy jej "kopa" w tyłek odpalając bomby atomowe pod ziemią. Niszczymy Ozon, który nas chroni, zanieczyszczamy wodę, która daje nam zycie.
Więc, czym jesteśmy?
Ja wierze w to, że gdybyśmy się opamiętali, to dano by nam pożyć jeszcze dłużej. Ale czy z dnia na dzień przesiądziemy się na rowery?
Pozdrawiam
P.S. Każdy chce żyć, nawet planeta Ziemia...